Mało jest pozycji na rynku księgarskim, które by w sposób zwięzły, treściwy i merytoryczny, a zarazem niezwykle ciekawy i całkowicie naukowy przybliżały czytelnikowi istotę problemu teorii ewolucji oraz podstawy wiary w stwarzanie. Taką potrzebę niewątpliwie zaspokaja niewielka książka Kość niezgody. Czy teoria ewolucji jest prawdziwa?, której autorką jest brytyjska biolog, pochodzenia australijskiego, Sylvia Baker. Książka została wydana po polsku już w roku 1991 i nadal pozostaje jednym z najbardziej rzetelnych popularnonaukowych opracowań krytycznych wobec Darwinowskiej teorii genezy.
Kość niezgody nie tylko wytyka naukowe pomyłki i niedorzeczności wynikające z błędnych założeń ewolucjonizmu. Idzie krok dalej i przedstawia propozycję zrozumienia tych samych faktów naukowych i znalezisk, które harmonizują z biblijną relacją o stwarzaniu i o Potopie z czasów Noego. Wyjaśnia jak powstały skamieniałości i że w rzeczywistości nie pasują do żadnego ewolucyjnego powstawania gatunków czy obowiązującej w nauce aktualistycznej teorii geologicznej (na przykład skamieniałe drzewa przechodzące przez wiele warstw, albo złoża węgla na Antarktydzie). Poświęca też cały rozdział “genetyce a Bożemu doborowi naturalnemu”, w którym dokładnie omawia wielki kryzys teorii Darwina po obublikowaniu genetycznych praw Mendla. Niezwykle cenny jest też rozdział “W jaki sposób teoria ewolucji stała się popularna?”, który zawiera wnikliwą analizę zwycięstwa zwolenników Darwina i błędów, jakie popełnili jego przeciwnicy. Każdy rozdział kończy się podaniem źródeł do dalszej lektury.
Sylvia Baker jest wykładowcą w prywatnej szkole Trinity Christian School w Stalybridge (w hrabstwie Cheshire, północno-zachodnia Anglia). Posiada naukowy tytuł M.Sc. (Master of Science, magister nauk ścisłych), w odróżnieniu od Charlesa Darwina, który na pierwszym wydaniu swojego O pochodzeniu gatunków umieścił jako teolog tytuł M.A. (Master of Arts, magister nauk humanistycznych). Licencjat z biologii zrobiła na Uniwersytecie Sussex, natomiast studia magisterskie ukończyła na Uniwersytecie Londyńskim. Przez cały ten czas uczona była teorii ewolucji, w którą wierzyła, pomimo tego, że uważała się za chrześcijankę. Jednak w miarę studiowania biologii doszła do wniosku (nie ona jedna), że teoria ewolucji jest nienaukowa. Z jej punktu widzenia oznaczało to, że jest po prostu nieprawdziwa.
W jaki sposób osoba, która dobrze poznała biologię dochodziła do tak niekonwencjonalnych wniosków? Zacytujmy jej własne słowa ze strony 21 książki. Omawiając zagadnienia genetyki i teorię w myśl której mutacje stanowią podstawę zmian ewolucyjnych, Sylvia Baker dzieli się osobistą refleksją:
Moje odrzucenie ewolucji na gruncie naukowym rozpoczęło się właśnie od zagadnienia teorii mutacji. Najpierw poznałam ewolucję w szkole w której przechodziłam podstawowy kurs zoologii. Uczono jej tak, jakby była faktem, łącznie z twierdzeniem, że dokonywała się przez proces mutacji i doboru naturalnego.
Następnym etapem był Uniwersytet w Sussex, gdzie przez trzy lata studiowałam biologię wykładaną z ewolucyjnego punktu widzenia. Przez cały ten czas byłam chrześcijanką. Z początku sądziłam, że można wierzyć zarówno Biblii, jak i temu co mówi teoria ewolucji. Jednak w miarę kontynuowania moich studiów w Sussex coraz mniej zadowalało mnie takie rozwiązanie. Zdałam sobie sprawę, że obie teorie nie mogą być równocześnie prawdziwe. Jako chrześcijanka wierzyłam, że prawdziwa jest Biblia. Równocześnie uczono mnie, że ewolucja jest udowodnionym faktem. Ten dylemat trwał aż do mojego ostatniego roku studiów. Punkt zwrotny nastąpił pewnego dnia na seminarium, kiedy dyskutowaliśmy na temat ewolucji oka kręgowców. Oko kręgowca jest organem niezwykle złożonym. Zawiera w sobie skomplikowany system, przez który światło kierowane jest na tył oka do światłoczułych komórek. Posiadają one jeszcze bardziej złożoną strukturę, przez którą informacja przekazywana jest do części mózgu odpowiedzialnych za widzenie, co w rezultacie umożliwia rzeczywiste widzenie.
Rozpoczęliśmy dyskusję nad sposobem ewolucji tego niezwykłego organu. Przez godzinę kręciliśmy się w kółko. Wynikało jasno, że ewolucja była niemożliwa. Wszystkie wyspecjalizowane i złożone komórki, które składałyby się na nasze oczy, miałyby rzekomo ewoluować z powodu korzystnych mutacji zachodzących w bardziej prostych komórkach, które były w tym miejscu wcześniej. Jaką korzyść daje jednak dziura we wcześniejszej postaci oka przez którą może przechodzić światło, jeżeli w tylnej części oka nie ma komórek, które byłyby wrażliwe na światło i mogłyby je przyjmować? Jaki pożytek z soczewki tworzącej obraz, jeżeli nie byłoby systemu nerwowego, który by go interpretował? Jak mógłby powstać przez ewolucję układ nerwowy wzroku, zanim powstało oko, które przekazywałoby mu swoje informacje?
Dyskutowaliśmy nad tym problemem z każdego możliwego punktu widzenia, w końcu jednak musieliśmy przyznać, że nie mamy pojęcia, w jaki sposób coś takiego mogłoby się dokonać. Powiedziałam wtedy, że skoro stwierdziliśmy, iż niemożliwe jest opisanie sposobu ewolucji oka, to najbardziej szczerą i naukową rzeczą jest przyznanie, iż być może nie było czegoś takiego, jąk jego ewolucja. Po moich słowach zapadło milczenie. Następnie wykładowca prowadzący seminarium powiedział, że nie chce podejmować dyskusji na ten temat, a inni studenci z grupy zaczęli drwić z tego, że wierzę w Boga, choć nie powiedziałam ani słowa o Bogu! Po prostu próbowałam spojrzeć na problem w sposób obiektywny i naukowy. Wtedy stało się dla mnie jasne, że teoria ewolucji jest nienaukowa, a teoria mutacji niewystarczająca. Niemożliwe jest, aby wyjaśniła ona rozwój choćby najprostszego organizmu, a tym bardziej tak złożonego organu, jak oko kręgowców.
Być może Ty również masz podobne dylematy. Być może wierzysz, że teoria ewolucji jest udowodniona naukowo, albo że można ją jakoś pogodzić z tym, co Biblia mówi o stwarzaniu. Nie jest to jednak prawda. Książka Sylvii Baker w prosty i rzeczowy sposób wyjaśnia dlaczego.
Książkę Kość niezgody można nabyć w księgarniach internetowych, na przykład w Biblioteczce (tam najtaniej - 5 zł!). Jednak najszybciej można się z nią zapoznać w wersji elektronicznej dzięki dobremu skanowi umieszczonemu na stronie Inteligentnego Projektu. Najłatwiej chyba sobie po prostu wydrukować, wszak to zaledwie 40 stron formatu A4. Z pewnością warto przeczytać.
…
Więcej na temat Sylvii Baker można przeczytać w notce biograficznej British Center for Science Education oraz na stronie Inteligentnego Projektu również w notce, gdzie można też obejrzeć dwa filmy z jej wykładami wygłoszonymi w Polsce: Z ewolucjonistki w kreacjonistkę oraz Nauka i wiara. Polecam też na blogu Haereticusa recenzję książki oraz tekst Krytyka teorii ewolucji.
…
Sylvia Baker Kość niezgody. Czy teoria ewolucji jest prawdziwa?, ang. Bone of Contention. Is evolution true?, Tłumaczenie Andrzej Gandecki, wyd. Towarzystwo Krzewienia Etyki Chrześcijańskiej, Kraków, 1991.
Spis treści:
1. W jaki sposób teoria ewolucji stała się popularna?
2. Czego właściwie dowodzą skamieniałości?
3. Genetyka a Boży dobór naturalny
4. Ile lat ma Ziemia?
5. Prawdziwa historia człowieka
(Maurycy, dzięki za przesyłkę!)



Z całym szacunkiem Macieju, ale skoro wierzysz, że Bóg stworzył świat nie potrzebujesz naukowych dowodów, gdyż akt stworzenie (jeśli rzecz jasna miał miejsce) wykracza poza możliwości poznawcze nauki.
Dane uzyskiwane w badań mogą dawać podstawy do myślenia, że jest COŚ/KTOŚ, kto to wszystko sobie umyślił, ale to już jest spekulacja i obszar wiary. Żadne naukowe instrumentarium nie jest w stanie udowodnić istnienia Boga i chyba należy taki sposób myślenia o nauce porzucić.
O prawdziwości Biblii nie będą świadczyły archeologiczne wykopaliska, ani sposób datowania zdarzeń, choć jest to niewątpliwie interesujące zajęcie. Biblia jako tak jest słowem dla wierzących, a nie naukową dysertacja o sposobie stwarzania świata i człowieka. Jej przesłanie jest inne niźli informowania o tym JAK powstał świat.
Pozdrawiam
Chyba jednak nie można mylić wiary z łatwowiernością.
Pisane takich dziełek doczekało się już osobnej nazwy: “Lying for Jesus”.
Wybacz, ale takie komentarze są poniżej jakiegokolwiek poziomu
Po pierwsze to nie jest moje określenie. Gdzieś się z nim spotkałem i bardzo dobrze opisuje działania zarówno zwolenników ID jak i kreacjonizmu. Może nie ma mamy do czynienia z takim kłamstwem z zimną krwią, raczej kłamstwem który ma załagodzić dysonans poznawczy.
W tym pisemku ta pani pisze, że teoria ewolucji wg. niej nie może się zgadzać z Biblią. Ponieważ od dzieciństwa była indoktrynowana, że Biblia jest prawdziwa, żeby złagodzić dysonans poznawczy chwytała się każdej, nawet najbardziej absurdalnej idei, która by pozwoliła ignorować ogromną liczbę dowodów potwierdzających TE.
Wystarczy zobaczyć wykłady Kennetha Millera, żeby zobaczyć, że TE świetnie można połączyć z religią(a przynajmniej z rzymskim katolicyzmem). Dzięki temu Bóg nie jest cieciem któremu co chwilę wymiera większość stworzonych zwierząt. Linki mogę podać ale łatwo znaleźć na youtube.
Nie wiem czy w ogóle czytasz i oglądasz to co Ci się tu poleca. Ja polecam książkę “Nasza wewnętrzna menażeria – Neil Shubin”. Świetnie pokazuje jak sprawdzają się przewidywania TE(chodzi o odkrycie Tiktaalika)
Ściągnąłem, przeczytałem i jutro napiszę krótką recenzję… na egzaminie pisemnym z angielskiego, który to mi się na starość zachciało zdawać.
Pozdrawiam i dziękuję za namiar na książkę.
Maciek, masz rację tylko, że moja wypowiedź zmierzała w innym kierunku i dotyczyła możliwości dowodzenia istnienia Boga, czy też zaprzeczenia jego istnieniu.
Owszem, potwierdzanie historyczności Biblii jest ciekawe, ale nie jest warunkiem koniecznym, by wierzyć w przesłanie biblijne. Nikt nie odmawia historyczności opisywanych zdarzeń, ale ludy semickie inaczej pojmowały prawdę historyczną niż współczesna nauka. I nie mam zamiaru tym twierdzeniem występować przeciwko prawdzie zawartej na kartach Biblii. Chcę tylko powiedzieć, że Biblia czytana jako księga wiary ma zupełnie inny walor niż czytana jako księga historyczna. To są dwa różne wymiary, które się nie wykluczają, ale nie muszą być postrzegane łącznie.
Kinematorze,
wykład pani Baker jest faktycznie dosyć syntetyczny.
Ale byłbym ostrożny z tą “indoktrynacją”. Jestem facetem czterdziestoletnim, i miałem nieszczęście pobierać nauki przyrodnicze w państwie zadekretowanego światopoglądu materialistycznego, pokracznym tworze pt “PRL”.
Jezeli pani Baker była indoktrynowana, to jak nazwać to, co wyprawiano z nami ?
Ów “tiktaalik”, o którym wspominasz, ma potwierdzać TE ?
Przecież ma “gotowy” bark, łokieć, szyję nawet.
“Długo poszukiwaną formą przejściową” powinna być ryba, której “zaczyna wyrastać” szyja, bark, itd. I takich stworów powinna być w materiale kopalnym cała masa. Bo, jak rozumiem, nie ma w naturze czegoś takiego, jak “forma ostateczna”. Wszak ewolucja trwa cały czas, i warstwy geologiczne powinny być pełne form przejsciowych. A jakoś nie są.
Moim zdaniem, książczyna Shubina niczego “świetnie” nie pokazuje. Wykładziki Millera również, to już Hovind – za którym specjalnie nie przepadam – jest merytorycznie sprawniejszy.
“Jezeli pani Baker była indoktrynowana, to jak nazwać to, co wyprawiano z nami ?”
Jest różnica między straszeniem dziecka od małego, że jak będzie niegrzeczne, to trafi do piekła, ktoś obserwuje jego każdy ruch. Raczej nauką nikt tak komuś w głowie nie namiesza.
“Ów “tiktaalik”, o którym wspominasz, ma potwierdzać TE?”
Jest jednym z wielu potwierdzeń TE(nie śledzę i nie znam z nazwy każdej wykopanej formy przejściowej). Na podstawie przewidywań TE, wskazano miejsca i warstwę geologiczną gdzie takich skamielin należy się spodziewać.
Nie jest tak, że goście kopali w ziemi, znaleźli coś i pytają “Hm. Pod jaką teorię by to podpasować?”
To działa w drugą stronę. Wg TE powinno istnieć takie zwierzę o takich cechach w takiej warstwie geologicznej. Jadą, grzebią, znajdują. To jest potwierdzenie przewidywań TE. Dzięki TE wiemy co i gdzie szukać, no i tam to znajdujemy.
Co do szczegółów anatomii nie jestem kompetentny dyskutować ale mi przynajmniej wydaje się, że zarówno kończyny jak i sylwetki kolejnych i poprzednich form przejściowych pokazują stopniowa zmianę.
Czy kości w materiale kopalnym powinna być masa to też nie jestem pewien. Wydaje mi się, że nie wszystkie warunki sprzyjają fosylizacji.
Co do wykładu Millera. TE przewiduje, że powinien istnieć chromosom w ludzkim ciele który ma ślady fuzji. Gdyby go nie znaleźli to cała TE, albo przynajmniej ten fragment o wspólnym przodku ludzi i szympansów, orangutanów i goryli poleciał by do śmieci.
W książce Shubina jest jeszcze sporo fragmentów np. geny Hox, Sonic Hedghog które potwierdzają przewidywania TE lub przynajmniej mają jakikolwiek sens tylko w przypadku gdy TE jest prawdziwa. W innym przypadku jedyną odpowiedzią jest “Kreator tak stworzył”.
Co do Millera to z dużej części jego zeznaniom uwalono pomysł uczenia ID w szkołach(pomijając to, że Behe też skutecznie sam się kompromitował), więc przynajmniej dla mnie ma bardzo dobre argumenty i potrafi je sensownie przedstawić. Hovind zaś to tylko [EDIT - MACIEK].
Pyszna ta “myśl dnia”. Darwin – rasista. Tatuś rasizmu “naukowego”.
” [ ...] zapoczątkował rewolucję światopoglądową, której wynikiem jest współczesne postrzeganie gatunku ludzkiego jako części świata przyrody, w kontekście historycznym jako zmiennego podmiotu procesów przyrodniczych. “
Alleluja ! Więcej takich Kinematorów, a TE rozsypie się pod własnym ( mizernym, po prawdzie) ciężarem.
Najfajniejsze jest to – “Dzięki TE wiemy co i gdzie szukać, no i tam to znajdujemy”.
Powodzenia życzę.
Acha. Wiadomość z piaskownicy : Miller to [EDIT - MACIEK].
“Zeznania” to dobre słowo. “Wymusić” tu jak ulał pasuje,
pomijając to, ze Behe sam się skompromitował.
@ devlin & kinemator
Bardzo proszę o zakończenie przerzucania się epitetami i schłodzenie emocji! Co prawda wątpię, że Hovind i Miller oraz pani Baker czytają nasze komentarze, ale mimo wszystko, to poniżej poziomu piaskownicy.
Bez przesady. Nic takiego strasznego o Hovindzie nie napisałem. Biorąc pod uwagę, że został skazany prawomocnym wyrokiem za oszustwa podatkowe nazwanie go oszustem jest raczej stwierdzeniem faktu, a nie epitetem.
PS. Zresztą jeżeli system penitencjarny w Stanach dobrze działa przeczyta to dopiero w 2015 roku:).
Pozdrowienia dla Moderatora, dzielnie moderującego nad ranem.
Kinemator zaczął. Bądź obiektywny, przyznaj i zaznacz.
Dziękuję za pozdrowienia
… i oczywiście pozdrawiam Autora i Tfurcę niniejszego bloga, bes którego cała ta “dyskusja” nie miała by miejsca. Amen.
“Kość niezgody nie tylko wytyka naukowe pomyłki i niedorzeczności wynikające z błędnych założeń ewolucjonizmu. Idzie krok dalej i przedstawia propozycję zrozumienia tych samych faktów naukowych i znalezisk, które harmonizują z biblijną relacją o stwarzaniu i o Potopie z czasów Noego. Wyjaśnia jak powstały skamieniałości i że w rzeczywistości nie pasują do żadnego ewolucyjnego powstawania gatunków czy obowiązującej w nauce aktualistycznej teorii geologicznej (na przykład skamieniałe drzewa przechodzące przez wiele warstw, albo złoża węgla na Antarktydzie).”
1. A jak ta pani poradziła sobie z seriami skał leżącymi od najstarszej do najmłodszej a potem znowu od najstarszej do najmłodszej a między nimi od najmłodszej do najstarszej? Czy policzyła śladów jakich katastrofalnych naprężeń litosfery wymagałoby powstanie takich utworów od “potopu” do dziś? Czy też napisała, co napisała, w wyniku błogosławionego analfabetyzmu?
2. Drzewa i nory mają zwyczaj przechodzić przez warstwy zaś dowodami na stworzenie zostają dopiero po przekłamaniach tłumacza.
3. Pani ta niczego w swojej książce nie tłumaczym sądzą po cytacie, a tylko daje wykład swojej wiary. Szcególnie, że widać że “zna się” na geologii równie dobrze jak na ewolucji NAJRÓŻNIEJSZYCH grup organizmów. Nie prościej byłoby wam przyjąć, że Bóg stworzył skały razem ze skamienielinami?