Zielonogórski dodatek Gazety Wyborczej (23.04) zamieścił wywiad z prof. Andrew McIntoshem z Uniwersytetu w Leeds, który był gościem niedawnych konferencji w Polsce. Artykuł zatytułowany jest “Kreacjoniści. A jeśli Karol Darwin się mylił… “. Oto zasadnicza część wywiadu:
Piotr Wołkowski: Dla wielu naukowców ewolucjonizm to już nie teoria, a fakt. Jednak pana zdaniem są lepsze alternatywy do tej teorii. Co w takim razie z ewolucjonizmem jest nie tak?
Prof. Andrew McIntosh: Cóż, ewolucjonizm na pewno nie jest teorią spójną. Jest to teoria, w której brakuje informacji i świadectw. A te, które są, nie potwierdzają teorii. Kreacjonizm zachowuje spójność ze świadectwami archeologicznymi.
Darwin zakładał, że z biegiem czasu znajdziemy materiał kopalny, który wykaże istnienie ogniw pośrednich i stadiów przejściowych. Ale nic takiego nie zostało odkryte. Weźmy kilka przykładów. Ewolucjoniści zakładają, że pióra ptaków wyewoluowały z gadzich łusek. Jednak to, co widzimy w skamielinach, to są albo w pełni rozwinięte pióra, albo łuski w swej podstawowej formie. Nie ma łusek w trakcie przeobrażania się w pióro. Poza tym z teorii ewolucji wynika, że na przestrzeni czasu organizmy powinny się zmieniać. Ale tego kopaliny też nie pokazują. Ważki, które znaleziono w skamielinach sprzed 50 mln lat, niczym nie różnią się od dzisiejszych. W muzeum w Edynburgu można obejrzeć kraba z okresu jurajskiego. Notka pod spodem mówi, że nie zmienił się od 150 mln lat. Dziś ten gatunek wygląda dokładnie tak samo. I takich świadectw jest mnóstwo.
Ewolucjonizm jest raczej teorią bazującą na dowodach, których nie odkryto. Czasami nazywamy to ewolucją białych plam. Kreacjonizm bierze przesłanki takimi, jakie są.
Owszem, jest sporo kwestii, których nauka jeszcze nie rozwiązała. Ale jeśli nakleimy łatkę “stworzenie”, to czy zwyczajnie nie uciekamy przed problemem. Wszystko zostało stworzone i nie musimy martwić się poszukiwaniem wyjaśnień naukowych, w jaki sposób organizm powstał.
Dokładnie odwrotnie. Jesteśmy zwolennikami poszukiwania naukowych świadectw i przesłanek za kreacjonizmem. A im więcej ich odkrywamy, tym lepiej nasza teoria jest potwierdzona.
Co w takim razie wynika z przesłanek? Ewolucjonizm jest błędny?
Doprecyzujmy, czym dokładnie jest ewolucjonizm. To pewna filozofia, która zakłada istnienie wspólnego przodka dla wszystkich organizmów. Kreacjonizm przyjmuje stworzenie pierwotnych rodzajów. Para standardowych orłów, z których wykształciły się poszczególne rasy. Para koniowatych, z których mamy nasze konie, ale też zebry. Zmiany występują w obrębie tych rodzajów. Dobór naturalny? Tak. Adaptacja? Tak. Drobne zmiany? Tak. Ale nie od pierwotnego, wspólnego przodka.
Czemu wspólny przodek jest hipotezą aż tak nieprawdopodobną?
Ten pogląd zakłada, że procesy przyrodnicze działały w kierunku nagromadzenia informacji genetycznej i wykształcenia nowych funkcji. Przeszliśmy od trylobita do profesora. A nawet nie od trylobita, a od prostych pierwiastków chemicznych. Jednak w eksperymentach, w których wymuszano sztucznie mutacje, nigdy nie zaobserwowano nowych funkcji. Drosofila jest owadem, który ma bardzo krótki cykl rozrodu. Zaledwie kilka godzin. Dzięki temu można łatwo zaobserwować zmiany w pokoleniach. Można eksperymentalnie sprawdzić czy mutacja da nowe funkcje. Drosofile napromieniowywano, ale w kolejnych pokoleniach wyrastały im na przykład skrzydła w miejscu oczu, ale niewyposażone w dodatkowe mięśnie. Wyrastały dodatkowe oczy. Ale żadna nowa funkcja się nie pojawiła. Podobnie mutacje naturalne – ich rezultat to zespół downa, mukowiscydoza, daltonizm. Nic dobrego.
Ale ewolucjonizm zakłada, że co najmniej 95 proc. mutacji jest negatywna. Z pozostałych większość jest neutralna, a dopiero może ok. 1 proc. mutacji to zmiany pozytywne.
Ale nauka nie znalazła takich procesów! W przyrodzie wszystko prowadzi do rozpadu i do stopniowej degradacji. Ewolucjonizm zakłada, że wolna energia może tworzyć stany, których poziom energii się zwiększa. Jednakże takie założenie przeczy termodynamice.
Ok. W takim razie kreacjonizm, w przeciwieństwie do ewolucjonizmu, jest spójny. Ale jeśli przyjmujemy, że Bóg albo jakiś inny inteligentny projektant stworzył te pierwotne rodzaje, to za tę spójność płacimy bardzo wysoką cenę. Musimy przyjąć ontologicznie obciążający zestaw założeń wstępnych. Poza tym przyjęcie, że Bóg ingerował w świecie, to raczej religijne założenie.
A ewolucjonizm wymaga religijnego założenia, że z góry odrzucamy możliwość inteligentnego twórcy, projektanta. Każda teoria wymaga założeń wstępnych, także każda niesie ze sobą pewien bagaż społeczny, pozanaukowy.
Poza tym, ja nie rozpoczynam debaty od stwierdzenia, że to Bóg stworzył świat. To z góry przesądza rezultat i zamyka dyskusję. Tak jak przesądza rezultat odgórne wyeliminowanie stworzenia. Raczej proponuję, byśmy wyciągnęli świadectwa, nie tylko kopalne, oraz eksperymenty na stół i sprawdzili, czy mogą zgadzać się z teorią alternatywną do ewolucjonizmu.
Oczywiście moja pozycja nie daje wszystkich odpowiedzi. Wymaga pewnych założeń, których nie udowodnimy. Ale takich aksjomatów wymaga każda teoria naukowa. Tak więc i kreacjonizm, i ewolucjonizm wymagają założeń wstępnych. Jednakże to kreacjonizm jest spójny, a teoria ewolucji – nie. Przyjmujemy różne założenia wstępne, ale na poziomie teorii chcemy rozmawiać o tym, co można zaobserwować w laboratorium. Dogmatyzmem raczej kierują się sami ewolucjoniści. Nie dopuszczają możliwości debaty, bo to nie jest ich pogląd na świat. Sam pomysł, by w szkołach wspomnieć o kreacjonizmie, budzi oburzenie.
Kreacjonizm jest dużą teorią. Pojawiają się różne jego odmiany. Także te, które zakładają, że wszystkie obecnie żyjące rodzaje, gatunki i rasy zostały stworzone jednocześnie. To chyba przed nauczeniem takiego kreacjonizmu bronią się naukowcy.
Tak. Ale my nie chcemy omawiać biblijnego obrazu stworzenia. Na lekcjach biologii powinno się wspomnieć, że podane przesłanki mogą świadczyć również na rzecz koncepcji alternatywnych do ewolucjonizmu, że z materiału kopalnego da się wyciągnąć inne wnioski. Nie chcemy w to mieszać teologii. Kwestie teologiczne zostawmy na lekcjach religii.
Pomijanie przesłanek kreacjonistycznych na lekcjach biologii, to forma zamykania kreacjonistom ust. Tutaj w Zielonej Górze mam wykład na Wydziale Nauk Biologicznych. W Wielkiej Brytanii nie byłoby szans na taką otwartość. Wszystko co wypada poza mainstream, jest eliminowane. Nasz cel to dopuszczenie kreacjonizmu do dyskusji. Ostatecznie różnorodność myśli zawsze jest zdrowa dla nauki. Powoduje starcia, rodzi nowe koncepcje, rozwiązania i pomysły.
Rozmawiał Piotr Wołkowski.
Zapraszam też do obejrzenia pełnego nagrania z wykładu prof. McIntosha.
Prof. Andrew C. McIntosh ukończył studia na Wydziale Matematyki Stosowanej Uniwersytetu Walii w Bangor w roku 1973, a doktorat z teorii spalania obronił na Wydziale Aerodynamiki, Cranfield Institute of Technology. Od 1995 roku jest profesorem w Uniwersytecie Leeds w dziedzinie termodynamiki i teorii spalania. Od 1996 roku jest członkiem Instytutu Matematyki a od 2002 Instytutu Fizyki. Jest specjalistą w zakresie spalania, zapłonu i eksplozji. Opublikował w tej dziedzinie ponad 100 prac naukowych. Ostatnio jego zainteresowania obejmują biomimetykę – naukę zajmującą się śledzeniem i naśladowaniem “inżynierskich” rozwiązań w biosferze, jak też tematykę pochodzenia informacji i jej roli w naukach biologicznych.
Darwin zakładał, że z biegiem czasu znajdziemy materiał kopalny, który wykaże istnienie ogniw pośrednich i stadiów przejściowych. Ale nic takiego nie zostało odkryte. Weźmy kilka przykładów. Ewolucjoniści zakładają, że pióra ptaków wyewoluowały z gadzich łusek. Jednak to, co widzimy w skamielinach, to są albo w pełni rozwinięte pióra, albo łuski w swej podstawowej formie. Nie ma łusek w trakcie przeobrażania się w pióro. Poza tym z teorii ewolucji wynika, że na przestrzeni czasu organizmy powinny się zmieniać. Ale tego kopaliny też nie pokazują. Ważki, które znaleziono w skamielinach sprzed 50 mln lat, niczym nie różnią się od dzisiejszych. W muzeum w Edynburgu można obejrzeć kraba z okresu jurajskiego. Notka pod spodem mówi, że nie zmienił się od 150 mln lat. Dziś ten gatunek wygląda dokładnie tak samo. I takich świadectw jest mnóstwo.


Takie herezje wydrukowano w “Gazecie Wyborczej” ??? Od dawna wiadomo, że “GW” to tuba propagandowa m.in. ewolucjonizmu. Wiele razy widziałem w “GW” artykuły wychwalające ewolucjonizm.
Ewolucjoniści, gdyby tylko mogli, zakneblowaliby wszystkich niedowiarków i sceptyków, którzy nie popierają ich poglądów. Na szczęście coraz mocniej przebija się głos sprzeciwu wobec ideologii ewolucjonistycznej. I bardzo dobrze, że ewolucjonistyczna cenzura powoli się sypie. Oby tak dalej.
Mnie również dziwi, że zamieściła to Gazeta. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Od czasu gdy przeczytałem tam artykuł wykpiwający kreacjonistów amerykańskich przestałem ją kupować.
Oczekiwałeś, że w “Gazecie Wyborczej” będzie polemika merytoryczna ??? Próżne twe nadzieje.
Domyślam się, że mówisz o tym samym ironicznym, wykpiwającym artykule, po którym i ja przestałem czytać Wyborczą. Teraz stwierdzam, że wyśmiewanie i obrażanie przeciwników religii ewolucyjnej, to także główna metoda argumentacji ewolucjonistów internetowych.
A który bóg stworzył świat? Czy tylko jeden bóg, czy moze para. Czy to był bóg ojciec, czy bogini matka ? A może cała rodzina bogów. Czy to był akt jednorazowy czy długi proces. Z czego bóg lub bogowie stworzyli swiat – z niczego, z chaosu, z wody, z piasku, gliny, jajka, śliny itp. Jakich narzędzi użyli do stworzenia swiata – czy wystarczylo slowo a moze dłuto i topór. Tak – przed uczonymi jeszcze wiele pracy w laboratoriach i na wykopaliskach
Odnośnie zasadny Termodynamiki można wyciągnąć ciekawy wniosek. Jaki?
Druga zasada termodynamiki stwierdza, że w układzie termodynamicznie izolowanym istnieje funkcja stanu zwana entropią S, której zmiana ΔS w procesie adiabatycznym spełnia nierówność , przy czym równość zachodzi wtedy i tylko wtedy, gdy proces jest odwracalny.
W uproszczeniu można to wyrazić też tak:
“W układzie termodynamicznie izolowanym w dowolnym procesie entropia nigdy nie maleje”
A co to jest entropia?
Termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. Jest wielkością ekstensywną. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie.
Jaką lekcję możemy między innymi z powyższego odnieść? Gdybyśmy chcieli to uprościć i zastanowić się nad wnioskiem jaki z tego płynie, można posłużyć się przykładem. Załóżmy, iż na parkingu stoi opuszczony samochód. Być może jest nie sprawny i jego właścicielowi nie bardzo zależy na tym aby zrobić z nim porządek. Samochód ten wystawiony jest na czynniki atmosferyczne takie jak, deszcz, słońce wiatr czy też ptasie odchody. Po pewnym czasie samochód ten ulega nieuporządkowaniu i chaosowi, krótko mówiąc zjada go korozja i niszczeje. Wszystko dlatego, że jego właściciela nie obchodzi już ten nabytek. Weźmy za przykład drugiego człowieka, który ma młody i sprawny samochód. Załóżmy, że jest pedantem, przykuwającym dużą uwagę na ten środek lokomocji. Co więc robi? Załóżmy, że wynajął garaż w okolicach bloku gdzie mieszka, jeździ nim do myjni i sprząta go regularnie. Kiedy zaś następuje jakaś usterka niezwłocznie jedzie nim do mechanika, aby go naprawić. Jest to oczywiście banalny przykład ale znakomicie ukazujący miarę entropii.
Otóż wszechświat nie jest pozostawiony samemu sobie, co obrazuje przykład z pierwszym samochodem. Raczej pasuje do niego ten drugi samochód o którego dba właściciel. Obserwacje wszechświata niezbicie dowodzą jego uporządkowanie i posiadanie właściciela.